Darth Vader / Anakin Skywalker


Darth Vader przyszedł na świat jako Anakin Skywalker. Urodził się na nieznanej planecie na terenie Zewnętrznych Rubieży galaktyki. Jego matka była Shmi Skywalker, ojca natomiast nigdy nie poznał, gdyż jak twierdziła jego matka nigdy go nie było.

„Nie było ojca. Nosiłam go, urodziłam, wychowałam. Nie potrafię tego zrozumieć.”

W dość młodym wieku, odbył swoją pierwszą podróż kosmiczną, gdy wraz z matką przeniósł się na pustynna planetę Tatooine. Przez kolejnych kilka lat pracowali tam jako niewolnicy. Ich właścicielem był Watto, handlarz i nałogowy hazardzista, który to jednak traktował swoich niewolników zdecydowanie lepiej niż inny.

Gdy Anakin miał dziewięc lat na Tatooin’ie wylądował statek, na którego pokładzie był mistrz Jedi Qui Gon Jinn wraz ze swym padawanem Obi Wanem-Kenobim i królową planety Naboo Padme Amidal’ą.

Anakin zaprzyjaźnił się z królową oraz z mistrzem Jedi, oferując im pomoc. Podczas gościny Qui-Gon Jinn opowiedział Anakin’owi, ze jego misją jest eskortowanie królowej Padme na Coruscant, stolicy Republiki Galaktycznej. Przyznał również, że nie przybył na jego rodzinna planetę, aby uwalniać niewolników, poszukują wyłącznie części, które pozwolą naprawić napęd ich statku.

Anakin wiedząc, iż mistrz posiada jedynie nic nie znaczącą na terytorium Zewnętrznych Rubieży walutę Republiki zaoferował mu pomoc w zdobyciu części. Plan Anakina zakładał, że mistrz Jedi powiedziałby Watto, iż ścigacz, który Anakin zbudował nalezy do Qui-Gon’a i ten chce, aby Anakin wystartował w nim w corocznych wyścigach ścigaczy Boonta Eve Clasic. Po wygranej Anakin oddałby wygraną Jedi, aby ten mógł nabyć potrzebne części. Rycerz postawił na Anakina w zakładzie z Watto. Ceną zakładu, były części i nagroda z wygranej. Później Qui-Gon podbił zakład o samego Anakina i w przypadku wygranej mistrza Jedi uzyskałby on potrzebne części oraz wolność chłopca.

Podczas pobytu w domu Anakina Qui-Gon Jinn odkrył w nim niezwykły potencjał Mocy. Wraz z Obi-Wanem zbadali krew Anakina. Okazało się że stężenie midichlorianów, mikroskopijnych form życia pozwalających na kontakt istot żywych z Mocą, we krwii chłopca przewyższa wszelkie normy. Ich ilość we krwi Anakina przewyższa nawet tę zaobserwowana u mistrza Yodę, który uznawany był za najpotężniejszego z Rycerzy Jedi w historii Zakonu. Qui-Gon Jinn wierząc, że Anakin jest Wybrańcem z przepowiedni Jedi, podjął decyzję, że zabierze go ze sobą na Coruscant. Ostatecznie Anakin wygrał wyścig Boonta i wyruszył wraz z Jedi i królową Naboo do stolicy Republiki.

 

Ant-Man

Historia komiksowego Ant-man’a różni się znacznie od historii przedstawionej w filmie. Należy zacząć od tego, że Hank Pym (pierwszy Ant-man) był mniej więcej w wieku Scott’a Lang’a, jak również był jednym z pierwszych bohaterów drużyny Avengers. Należy również wspomnieć, że w głównej mierze to Hank Pym, był odpowiedzialny za powstanie projektu o nazwie – Ultron. Zapraszam do lektury.

Komiks opowiada nam, iż pierwszy raz w postać Ant-man’a wcielił się Hank Pym. Hank, był naukowcem obdarzonym intelektem na poziomie geniusza, dziwić może więc fakt, że mimo swojego wysokiego intelektu, Hank nigdy nie został przyjęty do Iluminati (tajnej grupy bohaterów zrzeszającej największe umysły świata między innymi T. Stark, R. Richards, prof. Xavier). Zajmował się biofizyką, po latach badań i eksperymentów wynalazł tzw. „Cząsteczki Pym’a”, które to pozwalały mu dowolnie modelować rozmiar własnego ciała i niektórych przedmiotów. Był to jeden z największych wynalazków w uniwersum Marvela. Jako niezrównany mechanik i programator stworzył również strój, który nie niszczył się podczas zmiany rozmiaru. Z tego względu jego postać określano również mianem – Giant Man. Ponad to Hank Pym był twórcą najbardziej skomplikowanej formy SI w świecie Stan’a Lee – Ultrona. Za swoje osiągnięcia został odznaczony tytułem „Scientist Supreme”, było to najwyższe odznaczenie naukowe, więc możemy wyobrazić sobie kim dla świata nauki był Pym.

  

Hank po zaaplikowaniu sobie „cząsteczek Pym’a” zmniejszył się do rozmiaru insekta i utknął w mrowisku. Mrówki tak zafascynowały Hank’a, że po powrocie do normalnych rozmiarów postanowił dogłębnie zbadać ten gatunek. Wyniki jego badań okazały się niezwykle pomocne w późniejszym stworzeniu kostiumu superbohatera. Pierwszą osobą, która poznała tożsamość Ant-man’a była Janet von Dyne, późniejsza żona Pym’a. Janet również zaaplikowała sobie „cząsteczki Pym’a” i od tej pory rozpoczęła się kariera duetu Ant-man/Giant Man oraz Wasp.

Później zatrzymawszy się w martwym punkcie biofizyki Hank zdecydował się rozpocząć prace w dziedzinie robotyki. W niedługim czasie skonstruował nawet pierwszą w historii formę sztucznej inteligencji – Ultrona. Robot ten zwrócił się przeciwko swojemu stwórcy, po czym stał się jednym z największych przeciwników Avengers.

Wydarzenia te, wyrzuty sumienia oraz frustracja spowodowana komplikacjami w związku z Janet odbiły się na karierze naukowej Hank’a oraz przyczyniły się do rozwoju schizofrenii. Chory Hank Pym, zmienił pseudonim oraz strój. Stał się Yellowjacket’em twierdząc przy tym, że zabił Pym’a. Następnie porwał Janet i zrobił to na co Hank nie mógł się zdecydować od lat, mianowicie oświadczył jej się, a Janet zgodziła się. Później Pym zrezygnował z kariery superbohatera na rzecz działalności naukowej – jednak nie był to koniec jego przygód.

Yellowjacket powrócił, został oskarżony przez Avengersów i stał się ich wrogiem. Jego chory umysł stworzył plan zniszczenia przyjaciół, aby mógł pojawić się w ostatniej chwili jako wybawca. Jane odkryła i zniweczyła jego zamiary co doprowadziło do jej pobicia i rozwodu z Hankiem.

Hank został sam, bez przyjaciół, ukochanej oraz pieniędzy. Stał się celem Egghead’a który szantażował go i wykorzystał do własnych celów. Został ostatecznie pokonany i skazany przez Avengersów. Po zdemaskowaniu machinacji Egghead’a został uniewinniony i stał się doradcą naukowym West Coast Avengers.

Po tych wydarzeniach borykał się z nawrotami choroby i kryzysami osobistymi. Walczył z wieloma potężnymi przeciwnikami i był niezwykle ważną postacią w uniwersum Marvela.

Scott Lang był przeciętnym pracownikiem korporacji zajmującej się naprawą sprzętu elektronicznego. Praca ta nie dawała mu satysfakcji oraz środków, które zapewniłyby godne życie jego żonie oraz córeczce. Z tego powodu Scott wkroczył na przestępczą ścieżkę. Kariera ta nie trwała jednak długo, gdyż szybko został zatrzymany i osadzony w więzieniu. Czas ten wykorzystał na zgłębianie wiedzy na temat sprzętu elektrycznego. Zwolniony za dobre sprawowanie został zatrudniony w Stark International. W niedługim czasie u jego córki zdiagnozowano groźną wadę serca a Scott nie mogąc opłacić leczenie z pensji ponownie wkroczył na przestępczy szlak.

Pewnego dnia włamał się do domu w New Jersey i udało mu się ukraść najcenniejszą rzecz należącą do właściciela domostwa. Jak się pewnie domyślacie właścicielem nieruchomości był Hank Pym a przedmiot, który został skradziony przez Lang’a to pierwszy strój Ant-man’a. Scott nie zdawał sobie sprawy, iż cale zajście zostało zaaranżowane przez Yellowjacket’a. Ostatecznie Hank podarował mu pierwszy hełm Ant-man’a, jednak pod warunkiem, że będzie on używał stroju wyłącznie w celu czynienia dobra. I tak zaczyna się kariera Scott’a Langa jako Ant-man’a.

Scott następnie ratuje jedyna lekarkę, która jest w stanie wyleczyć jego córkę. Zyskuje uznanie w oczach Tony’ego Starka, co owocuje dłuższą współpracą. Scott bierze udział w kilku operacjach, ratując życie Tony’ego i zostaje przyjęty do Avengersów, ponad to współpracuje również z innymi bohaterami (np. Spider-man czy Fantastyczna Czwórka).

W wielu kolejnych przygodach współpracuje między innymi ze Hank’iem Pym’em czy Doktorem Strange. Staje również w szranki z potężnymi przeciwnikami jak Doktor Doom czy Egghead. Ostatecznie zrezygnował z bycia Mścicielem i otworzył własną firmę, „Ant-Man Security Solutions” w Miami. Po uratowaniu córki z rąk jego dawnych wrogów postanowił ostatecznie, że usunie się z jej życia, aby nie wystawiać jej na niebezpieczeństwo.

Historia przedstawiona w filmie Ant-man wygląda nieco inaczej. Owszem, pojawiają się postacie takie jak Hank Pym, Scott Lang, Wasp, Ant-man, czy Yellojacket. Jednak widzowie dostali historię, która musiała zmieścić się w ramach czasowych produkcji filmowej w której możemy oglądać nieco wymieszaną historię postaci Ant-man’a.

Na początek scenarzyści zaserwowali nam historię Scott’a, która zgadza się z historią znaną nam z kart komiksów. Oto złodziej wychodzi właśnie z więzienia, nie ma przed sobą zbytnio dobrych perspektyw. Kocha córkę, ale żona niezbyt jest zadowolona ze sposobu w jakim wykonuję rolę ojca. Kradzież kostiumu też przypomina tę, którą opisałem wcześniej. Jednak uderza nas wiek Hank’a Pym’a. Nie jest on przecież emerytowanym naukowcem, a aktywnie działającym superbohaterem. Warto jednak zaznaczyć iż film ten z definicji miał być filmem familijnym. W dalszej części filmu widzimy jak to Scott pod okiem Hank’a Pym’a trenuje aby stać się nowym Ant-Man’em, generalnie też nic nowego. Jednak historia przedstawiona nam przez Hanka, jakoby jego żona miała zminimalizować się do rozmiaru cząstek elementarnych w celu ratowania świata nie do końca do mnie przemawia. Największym jednak minusem w tym filmie jest ukazanie postaci Yellowjacke’a jako zdecydowanie negatywnej i co najgorsze, nie jest nim Hank Pym. Zdążyliśmy przywyknąć, no może poza Avengers 2 – Czas Ultrona, że filmowi antagoniści pozostawiają wiele do życzenia. I tutaj, też wygląda to tak jakby postać głównego przeciwnika naszego mrówczego bohatera została wybrana bez głębszego zastanowienia i bez fantazji. Widzimy również jak to możliwość powiększenia się Ant-man’a jest wymyślona przez Scott’w.

Ostatecznie jednak film ogląda się przyjemnie, nawet bardzo przyjemnie. Ostatnia scena walki wśród zabawek jest wręcz idealna. Twórcy Ant-man’a trochę uciekli od komiksowej historii postaci Hank’a oraz Scott’a, jednak nie jest to rażące. Wszak ile jest osób, które dokładnie znają historię Ant-man’a? Mam jednak nadzieje, że Ant-man and The Wasp również będzie swoistym miksem historii znanych z komiksów. Kto wie, może scenarzyści puszczą oczko fanom i leciwy już Michael Douglas szalejąc za utraconą żoną przyodzieje kostium Yellowjacket’a? Cóż jakkolwiek by to nie brzmiało, na pewno wyglądało by to fantastycznie. Póki co musimy się jednak uzbroić w cierpliwość i poczekać do roku 2018.

~Krzysztof Gawin

Źródła:

http://marvelcomics.pl/

http://www.filmweb.pl/

– Avengers: Potęga i moc

– Avengers: Zjednoczeni

– Ant-man (2015)

Recenzja: Star Wars – Rogue One

Gwiezdne Wojny na stałe weszły już do kanonu obowiązkowych filmów, które przeciętny człowiek ogląda raz na dwa, trzy lata. Jest to niewątpliwie jedna z najbardziej, jeśli nie najbardziej rozpoznawalna saga w dziejach kinematografii Si-fi. Zbyt śmiałe stwierdzenie? Nie sądzę, przecież każda osoba, nawet ta, która jakimś sposobem nie miała jeszcze okazji obejrzeć żadnego filmu obrazującego odległą galaktykę dawno, dawno temu, wie kim jest mistrz Yoda, czy Darth Vader. Gdy po krótkiej rozmowie z sąsiadem, zamiast miłego dnia powiemy mu „niech moc będzie z Tobą” z pewnością uśmiechnie się i odpowie nam tym samym.

George Lukas rozpoczął coś co teraz w stopniu lepszym (Rogue One) lub gorszym (Przebudzenie mocy) kontynuują. Osobiście nie byłem zadowolony gdy usłyszałem, iż Disney zajmie się produkcją kolejnych filmów z uniwersum SW. Przebudzenie mocy utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Ziściła się również moja obawa, że będzie to film skierowany zdecydowanie do młodszej części widzów. Gdy usłyszałem, że powstanie film osadzony między Zemstą Sithów a Nową Nadzieją, zasmuciłem się jeszcze bardziej. Ot kolejny film, który przyniesie duże zyski, a który zakryje nam błysk starej i nowej trylogii.

Jednak nie! Jakże moje serca i dusza przepełniona mocą cieszyła się, gdy oglądałem każdą kolejną minutę Rogue One. Akcja tocząca się na różnych planetach w odległych częściach galaktyki i płynne przechodzi między jednym a drugim globem. Fakt, może początek filmu nagle się ucina i ciąg dalszy przedstawia nam wydarzenia po kilkunastu latach. Jednak jest to tylko jeden z dwóch minusów, które mogę wytknąć Łotrowi, o drugim za chwilę. Oto pierwszy raz widzimy tak naprawdę coś więcej niż rozterki wewnętrzne rycerza Jedi, czy walki politycznej na najwyższym szczeblu . Łotr 1 – Gwiezdne wojny – historie, jak sama nazwa wskazuje to historie. Historie większe lub mniejsze, ludzi zwykłych, nie wielkich Jedi czy mrocznych Sithów, nie królów, senatorów i innych polityków. Ludzi zwykłych i prostych, kolokwialnie mówiąc przeciętnych Kowalskich, którzy opowiadają się po stronie Imperium bądź Rebelii.

Najnowsza odsłona Gwiezdnych Wojen ukazuje nam historię Jyn Erso, która to będąc dzieckiem spotkała się z ludźmi będącymi częścią Imperium jak i Rebelii. Mamy również przedstawioną historię jej ojca Galena, który z tpoważnych pobudek postanowił poświęcić się pracy dla Imperium. Przedstawiona jest również historia Dyrektora Krennic’a, w pewnym sensie historia tragiczna, gdyż jego życiowy sukces jakim było zbudowanie Gwiazdy Śmierci, zostało mu odebrane a jego ambicje i chęć zostania docenionym przez imperatora nie spełnione. Mamy również muśnięcie historii Jedi w postaci Chirrut’a Imwe. Mamy również ukazaną postać rebelianta, który nie wykonuje ślepo rozkazów niczym, z wyłączeniem FN-2187, szturmowcy imperium. Mamy również przedstawioną Rebelię od wewnątrz. W częściach IVVI dowództwo Rebelii jest zgodne co do każdego ruchu jaki wykonają. Rogue one pokazuje nam jak mimo iż, cywilizacja międzygalaktyczna to jednak ludzie z natury są wszędzie tacy sami. W każdej organizacji znajdzie się odłamy bardziej lub mniej radykalne, bardziej lub mniej porywcze. Łotr 1 ukazuje nam różnice zdań nie na poziomie najwyższym, czyt. Imperium-Rebelia ale właśnie wewnątrz Rebelii, co moim zdaniem zdecydowanie nadaje temu filmowi realizmu, gdyż widz może identyfikować się nie tylko z jasną bądź ciemną stronę ale również w obrębie jednej czy drugiej zająć miejsce i dywagować z innymi fanami, że jednak to Saw Garrera miał racje.

Pod względem fabuły Rogue One stoi na wysokim poziomie. Co się tyczy zaś efektów specjalnych…. również. Nie widzimy tu przerostu formy nad treścią. Kiedy trzeba są spektakularne wybuchy, kiedy nie trzeba, nie jesteśmy na siłę zmuszani do podziwiania pracy grafików. Wszystko po prostu jest tak jak być powinno. Zakochałem się wręcz w trzech scenach. Pierwsza to imperialny krążownik wiszący nad miastem Jedha. Idealne polaczenie efektów komputerowych z piaszczystym krajobrazem. Druga to, może nie tak spektakularna jak poprzednia, scena przedstawiająca moment lotu Cassiana i Jyn w nadświetlnej, niby zwykła scena rozmowy a jednak te niebieskie błyski w tle… cudo. Trzecią zdecydowanie najlepszą sceną moim zdaniem jest końcowa scena z Lordem Vader’em. Kwintesencja wszystkiego co chciałbym zobaczyć i zobaczyłem w tym filmie. Walki myśliwców w przestrzeni kosmicznej oraz na powierzchni planety, maszyny kroczące AT-AT, dowcipne dialogi, wplecenie postaci legendarnych jak C-3PO i R2-D2, śmiech, łzy, poświęcenie, rozterki bohaterów i przede wszystkim potęga mocy, w tym przypadku ciemnej strony. Jedynym minusem oprócz wcześniej wymienionego, który musiał się jednak znaleźć to moim zdaniem zbytnia patetyczność sceny w której staranowany zostaje krążownik imperium, jednak nie jest to aż, tak rażące aby zniechęciło mnie do powtórnego obejrzenia tego filmu. Następnym razem, gdy postanowię powrócić do trylogii, będę musiał zarezerwować sobie więcej czasu na Nową Nadzieję, gdyż nie wyobrażam sobie teraz seansu czwartej części bez Rogue One.

Kończąc mój mocno subiektywny wywód na temat najnowszego filmu z uniwersum Gwiezdnych Wojen powiem jedno – chciałbym więcej takich filmów. Mam nadzieję, że część 8 oraz 9 nie będzie tak jak poprzednia remake’m starej trylogii, a oddzielną, pełną nowych wątków trylogią, po którą z wielka chęcią sięgniemy po kolejnym już, nie zliczę nawet którym, obejrzeniu Nowej Nadziei, Imperium Kontratakuje oraz Powrotu Jedi. Mam również cichą nadzieję, że w przyszłości zobaczymy film, który opowiada o losach Starej Republiki, może wielkiej galaktycznej wojny, czy historię Revan’a. A moim marzeniem jest film opowiadający o znanym Wam na pewno pewnym górniku który przeistoczył się w złowrogiego Darth’a Bane’a, upadku zakonu Sithów oraz powstaniu zasady dwóch, która to właśnie pozwoliła Sithom odrodzić się i zdobyć pełnie władzy w galaktyce.

Oglądał Krzysztof Gawin. Niech moc będzie z Wami.

Wojna bohaterów: Czarna Pantera

T’Challa (Czarna Pantera/Black Panther) jest królem Wakandy, państwa w Afryce położonego pomiędzy Etiopią, Sudanem a Kenią. T’Chaki, ojca Pantery, został zabity przez Klaw’a, co według tradycji oznaczało, że to Klaw został prawowitym królem. T’Challa wyruszył do Ameryki, chcąc się dowiedzieć, czy Avengers będą w stanie pomóc mu w odzyskaniu tronu. Jednocześnie chciał sprawdzić, czy bohaterowie z za oceanu nie będą w przyszłości zagrożeniem dla jego państwa, gdyż Wakanda jest jedynym miejscem na ziemi, w którym znajdują się złoża wibranium – najtwardszego metalu na ziemi.

Ostatecznie wstąpił w szeregi Avengers. W późniejszym czasie ożenił się nawet ze Storm. W czasie Civil War, jako król niepodległego Stanom Zjednoczonym państwa ogłosił, iż każdy superbohater, który nie chce się zarejestrować uzyska azyl w jego królestwie.

T’Challa jest prawdopodobnie najlepiej wyszkolonym wojownikiem w uniwersum Marvela. Od najmłodszych lat poddawany był niezwykle ciężkiemu treningowi, który pozwolił mu osiągnąć wyniki dalece wykraczające poza ludzkie normy.

Black Panther podchodzi do sztuki magicznej raczej sceptycznie, jednak potrafi ją wykorzystać kiedy nie ma możliwości klasycznego rozwiązania problemu. Jego magiczne tatuaże zapewniły mu dopływ sił po abdykacji, natomiast krajowy skarbiec wibranium otoczył zaklęciami.
T’Challa jest również jednym z najinteligentniejszych superbohaterów. Jego potencjał zapewnił mu zaproszenie do elitarnego grona Illuminati, w którego skład wchodzą takie osobistości jak Tony Stark, Charles Xavier, Reed Richards, czy Stephen Strange. Ponad to jest sprytnym, aczkolwiek sumiennym politykiem, genialnym strategiem oraz posiada analityczny umysł, dzięki czemu zdobył uznanie jako naukowiec.

Jego kostium stworzony jest z wibranium, natomiast zmysły, siła oraz zręczność wzmocnione są specjalnymi ziołami, które przyjmować może tylko Black Panther.

Czarna Pantera czeka na Ciebie w Republice Bohaterów, czy zgodzisz się wyruszyć z nim do Wakandy?